Dzień czy noc tak to już bez znaczenia
W niekochanej duszy strach
Bo tyle miałam ci do powiedzenia
i tak po prostu nie ma nas
Jak zapomnieć mam?
Nie uniosę więcej
Tyle bólu, że brakło łez
Nie dosięgnę wyżej
Myślałam, że świat
w swoich rękach mam
Szeptem do mnie powiedziałeś - odejdź
Przeminęło ty ja
Nie, nie chciałam puścić twoich dłoni
Lecz ktoś nie życzył dobrze nam
fatum czy miłości brak?
Spakowałam uczuć swoich bagaż
Niech utonie w morzu łez
A dzisiaj jeszcze nie potrafię skłamać
że nauczę kiedyś się życia bez miłości twej
Nie uniosę więcej
Tyle bólu, że brakło łez
Nie dosięgnę wyżej
Myślałam, że świat
w swoich rękach mam
Nie pobiegnę szybciej
czy bezsilność stłumi mój żal?
Zapłakane serce
Bo myślałam, że świat
swoich rękach mam
Kiedy światła gasną, prawda co przeraża
W mojej dłoni maska, która twarzą mą już się stała
Kim naprawdę jestem gdy kurtyna spada
gdy iluzji bezpowrotnie cały światjuż oddałam
Już czas obudźcie mnie
Zacznę żyć od nowa
Odnajdę siebie znów
Nie pomylę dróg
Już czas obudźcie mnie
zacznę żyć od nowa
mój strach zabija
więc czasu coraz mniej
W swym odbiciu jeszcze czasem widzę siebie
choć spod sztucznej rzęsty znowu płynie łza w zapomnienie
Komu mam wierzyć?
Znika gdzieś odwaga
Znad krawędzi mych slabości w nicość gdzieś ciągle spadam
Już czas obudźcie mnie....
I niech stanie w płomieniach wszystko co bolało
Najgorszy sen
I niech stanie w płomieniach
Nowy dziś wstaje dzień
Już czas obudźcie mnie....
Skąd w nas tyle jest wiary, że my wprost niezniszczalni
że nas zawsze ochroni dobry Bóg
Nie nas czeka cierpienie
Nie nam z nieba kamienie
Zły los spotka tych innych - ocali nas
My wciąż w swej naiwności płyniemy w morzu beztroski
Nie nas przecież dosięga rozpaczy krzyk
Bez słów mijamy siebie
Biegniemy byle nie wiedzieć
Altruizm tylko już słowem jest
Nie pozwól by prosto w twarz nienawiść zniszczyła nam
W ciemności tonący świat
Aż trudno uwierzyć, że już tyle przelanej krwi
i śmierć w triumfie złych co niosa już tylko śmierć
I jak w tym odnaleźć mam sens?
Czy w nas iskra odwagi co ludzkie imię ocali?
Czy w nas trochę współczucia się jeszcze tli?
I czy umiemy jeszcze żyć tak by dzielić serce?
by ktoś zupełnie obcy szczęśliwy był?